Ciekawochy

Pominę oczywistości w stylu inspiracji „Wojną światów”. Ale kilka innych drobiazgów może kogoś zainteresować.

Jasiek – trzeci syn pojawia się zapewne w całej masie przypowieści. Ja sięgnąłem po bohatera baśni „O Jasiu głuptasiu, wieszczym siwku złotogrzywku, kaczce złotonosce i śwince perłosypce”, którą znaleźć można np. w drugim wydaniu „Bajarza polskiego” A. J. Glińskiego, wydanym w Wilnie w 1862 roku. Odsyłam akurat do tej książki, bo można ją sobie przeczytać za pośrednictwem google. W tej samej książce pojawia się i latający wilk, któremu jednak zmieniłem nieco imię. W zbiorku można spotkać i Kościeja, co jest o tyle interesujące, że tę postać kojarzy się zwykle z baśniami rosyjskimi. Jednak w baśniach granice nie są tak oczywiste i proste jak na mapach polityków i pewne opowieści należą raczej do pogranicza, niż do konkretnych narodów.

Żelaznego Marcina, ochroniarza boga spod Turbacza, a wcześniej towarzysza rozbójniczej przeszłości Burzymura spotkać można w dziełach Oskara Kolberga, które w ogóle są wspaniałym źródłem dla każdego, kto chce odnaleźć coś interesującego w polskich baśniach i klechdach. W sieci opowiastkę o nim można przeczytać na przykład tutaj. Sam bóg – wąż to zresztą postać z podhalańskich (i nie tylko) legend. Jeszcze kiedy studiowałem słyszałem od pewnej starszej pani opowieść o tym, jak gwiżdżący wąż ścigał ją nawołując, gdy była dzieckiem. Ponieważ była żoną czarownika, a mnie samego wzięła początkowo za upiora, jej opowieść brzmiała szczególnie interesująco. Tym bardziej, że oboje z mężem byli ludźmi twardo stąpającymi po ziemi i zapewniali nas, że np. chmurnicy to przesądy i takich u nich nie ma. Co innego w sąsiedniej, ukraińskiej wsi, tam to owszem.

Żelazny Marcin to niejedyny baśniowy ochroniarz. Koryckiemu towarzyszy od pewnego momentu dość paskudny obżartuch, który ma pewne kłopoty z określeniem swojej tożsamości narodowej – czasem przeważa w nim dusza niemiecka a czasem polska. Pojawił się dzięki temu, że kiedyś szukając baśni pochodzących z województw zachodnich przekonałem się, że doszło tam do polonizowania (w części zapewne z odgórnego nakazu, wiele nowych wersji legend i baśni pochodzi z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku) niektórych podań niemieckich. Jedno z nich dotyczyło pewnego olbrzyma o znajomo brzmiącym dziś imieniu – Shrek.

Kolberg poświęcił też sporo miejsca postrzeganiu Świętego Mikołaja na Ukrainie. Ten powieściowy to właściwie mieszanka różnych przekazów. Z jednej strony najpotężniejszy ze świętych, potencjalny następca Boga, z drugiej pasterz wilków.

Czarnomora wyjąłem żywcem z ballady „Rusłan i Ludmiła” Puszkina, podobnie zresztą jak fińskiego czarownika udzielającego rad bohaterom.

Z ciekawostek krakowskich najbardziej interesujący jest chyba fort, z którego bohaterowie kradną sterowiec. Dziś już, niestety, nie istnieje, został zniszczony zupełnie kretyńską decyzją władz w 1954 roku pomimo protestów historyków i architektów. Jak widać inwazja Marsjan przydała się przynajmniej do tego, by go ocalić. W rzeczywistości „Pokoju Światów” istnieje bowiem jeszcze w roku 1972. Jak wyglądał można zobaczyć na przykład tutaj.

Tutaj z kolei można zobaczyć jak wygląda fort, w którym mieszka Nowakowski. Choć dziś jest w kiepskim stanie, to jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku (a zatem w czasach, gdy rozgrywa się akcja powieści) naprawdę mieszkali w nim ludzie. I nie byli to jacyś historycy, albo pasjonaci, ale zwyczajni krakowianie, którym władza przyznała tam lokale „mieszkalne”.

Przy okazji – historia o flisakach przemycających skarby Czartoryskich podczas Konfederacji Barskiej również nie została zmyślona, choć oczywiście nie ma sensu szukać złota i srebra w Smoczej Jamie. Jeden ze szlachciców służących Czartoryskim zapisał wspomnienia swego ojca, który przeprowadzał taką operację. Ich potomek wydał je w niskim nakładzie stosunkowo niedawno.

Najbardziej nieprawdopodobna jest chyba historia o wyjątkowo perwersyjnym erotomanie, który powieszony został w osiemnastowiecznym Krakowie między innymi za spółkowanie z wiewiórkami. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, do takiej egzekucji naprawdę doszło, acz skazaniec nie był na tyle wybredny, by poprzestawać wyłącznie na wiewiórkach.

Antoni Strzelbicki nie pojawia się wprawdzie na stronach „Pokoju Światów”, należy jednak do bohaterów opowiadania „Czarny piesek gryzie światło”, którego akcja toczy się w tej samej rzeczywistości, co akcja powieści, ale pięćdziesiąt lat wcześniej. Strzelbicki to postać autentyczna. Kat krakowski, który cieszył się w mieście niecodzienną dla ludzi jego profesji estymą, a to za sprawą udziału w Konfederacji Barskiej, w czasie której zasłużył się broniąc Krakowa przed Moskalami. Należał dzięki temu do szanowanych obywateli, przynajmniej do czasu, gdy okazało się, że stał na czele szajki rabusiów. Miasto pamiętało o jego zasługach do końca – zginął szlachetniejszą śmiercią, ścięty a nie powieszony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Świat Kresu i tego, co nastąpiło po nim. Rzeczywistość Pokoju Światów.

%d blogerów lubi to: